niedziela, 14 stycznia 2018

Małe serduszko, a tyle radości!!

Siema!
Witajcie drodzy moi w kolejną już styczniową niedzielę! Ta dzisiejsza jest szczególna, bo właśnie dziś, po raz 26 na ulicach naszego kraju zagrała Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy. Tym razem, jak też i w podobnych latach wolontariusze zbierają na sprzęty do leczenia noworodków. Wyszli wolontariusze na nasze ulice, nie przeszkadza im to, że zimno, że pada, że niedziela ...liczy się misja, którą mają do spełnienia. I jest to piękne. Od zawsze podziwiam Pana Jurka Owsiaka, że on potrafi tak zachęcić Polaków i grać! Ja też dziś dołożyłam swoje przysłowiowe parę groszy na poczet Orkiestry. Bo uważam, że trzeba tak niewiele aby móc pomóc. Nie wiem, czy też tak macie, ale dla mnie to małe czerwone serduszko, to ogromna radość - przykleiłam je sobie na moim kalendarzu i cieszyć ono będzie moje przez cały rok!

Może te sprzęty akurat mi się nie przydadzą, ale innym tak. Dobrze wiemy, że co raz więcej rodzi się wcześniaków, czy chorych dzieci, które potrzebują specjalistycznej pomocy lekarzy. Może to być Twoja siostra, córka, siostrzenica, może dziecko kogoś znajomego...nie ociągaj się tylko wrzuć do puszki ...na prawdę nie trzeba wiele, a wspólnie damy radę uczynić cuda!

Przykre jest, że księża nie popierają tej akcji. No, czemuż się dziwić gdyby to były pieniądze dla nich, to pierwsi by stanęli z puszkami! Niestety taką mam opinię na ten temat, ksiądz nie zachęci na mszy do grania w tej orkiestrze, ba nie wpuści wolontariuszy aby mogli skorzystać z nabożeństwa a przy tym choć trochę ogrzać się. Może, są gdzieś normalni duchowni (oby) to jest przykład z okolicy.

Bardzo Was proszę, jeśli jeszcze nie wrzuciliście  nic do puszki, to nie wahajcie się tego zrobić. Można wysłać sms czy  przelać pieniążki na konto. Pamiętajmy, że w kupie siła a Orkiestra gra do końca świata i jeden dzień dłużej!!

poniedziałek, 8 stycznia 2018

Poniedziałek

Dobry wieczór!!

"Nie lubię poniedziałku" to powiedzenie pewnie dla wielu z Was jest faktem. Ja, nigdy nie miałam problemów z pobudką w poniedziałkowy poranek, czy też pojechaniem na warsztaty. A raczej cieszyłam się, że tam jadę. Już zdążyłam się po świątecznej przerwie wdrożyć we wszystkie zajęcia, jednak wielu uczestników totalnie przedłużyła sobie wolne, i wróciła na zajęcia dopiero dziś. Oczywiście powitań i życzeń noworocznych było sporo, a potem wszystkim z nas udzieliła się niepewność. To dlatego, że każdego roku w styczniu odbywają się zmiany pracowni tzw. przenosiny. Od tego kto, do jakiej trafi zależy tylko od instruktorów. Owszem my możemy sugerować, podpowiadać, ale przysłowiową kropkę nad i stawiają oni. Teoretycznie dana osoba na jednej pracowni może być nie więcej niż trzy lata. Może, ale nie musi. To też dziś niepewność i nerwy. Powiem Wam, że niby ten sam warsztat, wszystkich się zna, instruktorzy też znani, ale każda pracownia ma swój klimat, swój tryb i zawsze to jest inaczej.Okazało się, że ja nie zmieniam pracowni, zostaję na artystycznej, ale do mojej pracowni dochodzi pięć osób za którymi nie przepadam. Wiem, że za chorobę, swoją  niepełnosprawność nikt nie może i wszystkich trzeba akceptować, ale w większości są to osoby, za których trzeba będzie wszystko robić. Niby są dyżury w pracowni dotyczące sprzątania ze stołu, przygotowania kubków na herbatę i zamiatania podłogi, to jednak ja marnie to widzę. Instruktor powie Iva pomóż, Iva zrób i nie będę miała wyboru. Tylko nikt nie myśli o tym, że ta Iva też czasem potrzebuje pomocy. Po za tym u nas zawsze było wesoło, można było pogadać, wygadać się, pożartować i praca szła inaczej. A teraz - nie wiem, nie wyobrażam sobie tego. Bardzo się cieszę, że wróciłam na warsztat, że jestem uczestnikiem, ale uważam, że dobieranie osób do pracowni przez instruktorów jest trochę nie przemyślane.

Oj, ale się rozpisałam, nie chciałam Was zanudzać tym warsztatowym życiem. Mało o tym w ogóle piszę, bo nie wiem czy Was to interesuje. Jeśli macie jakieś pytania, interesują Was jakieś zagadnienia, to proszę Was piszcie, a ja postaram się odpowiedzieć, a może będzie to tematem kolejnych notek.

Tak więc zachęcam Was do dyskusji.

czwartek, 4 stycznia 2018

Minione 365 dni

Witajcie cieplutko!

Zostałam wywołana do tablicy, zmuszona do podsumowanie roku 2017 - szczerze nie chciałam tego robić, bo cóż dzień leci za dniem, każdy podobny do siebie. No ale dobra, mam podsumować, to to czynię.

W styczniu, po rocznej przerwie na nowo zostałam uczestnikiem warsztatu terapii zajęciowej.  Bardzo się z tego cieszę, gdyż rok siedziałam w domu i hm nie było to fajne. A teraz jestem w pracowni artystycznej i nie narzekam, choć jak to wszędzie - bywa różnie.

W marcu zmarł mój wujek, w sumie to krótko chorował, poszedł do szpitala w swoje 80 te urodziny w grudniu, w święta był na przepustce, a jak wspomniałam w marcu zmarł.

Niestety nie bardzo pamiętam co działo się w poszczególnych miesiącach. W czerwcu byłam znów nad morzem. Tym razem w Międzyzdrojach. Bardzo cieszyłam się na myśl o tym wyjeździe, bo wiadomo nazwa miasta, sama za siebie mówi. A było super, 10 dni zleciało jak nie wiem. Przede wszystkim super ciepełko plus dużo spacerów, zwiedziliśmy Międzyzdroje wzdłuż i wszerz, a nad to doborowe towarzystwo i imprezki robią swoje. Bardzo bym chciała znów w tym roku pojechać nad morze, choć nie wiem co to będzie bo nie fajnie jest ze zdrowiem moim i mamy a po za tym to, też są niesnaski w organizacji - czas pokarze.

W sierpniu po nagłej, ciężkiej chorobie pożegnałam moją dobrą koleżankę. Strasznie to przeżyłam, po raz kolejny przekonałam się jakie życie ludzkie jest kruche. Wiem, że Kasia nie zasłużyła na to aby już być pod ziemią. :-(.

Byłam też na wycieczce w Sandomierzu. Powiem tak, bardzo się cieszyłam na ten wyjazd, jednak uważam, że miasto jest bardzo przereklamowane. Fakt, dużo zawdzięcza serialowi "Ojciec Mateusz" choć tak na prawdę w tym mieście są kręcone sceny plenerowe do tego filmu. Czym byłam rozczarowana. Myślałam, że pobędę na komisariacie, pomodlę się w kościółku, a tu owszem widzieliśmy te miejsca ale zrobione jako eksponaty w Muzeum Ojca Mateusza. Fakt w Sandomierzu mieliśmy świetnego przewodnika, jest tam piękny ratusz znany z tv ale miasto nie przypadło mi do gustu.

Kolejna wycieczka w Bieszczadach. Wiele pięknych miejsc zwiedziliśmy. Przepiękne cerkwie, miasta: Polańczyk, Solina, Cisna i wiele innych. W Bieszczadach jest dużo przepięknych cerkiewek, w większości pozamienianych na kościoły katolickie, które mi się bardzo podobają. Oczywiście płynęliśmy stateczkiem po Solinie, miałam też okazję zobaczyć owieczki na hali, spróbowałam oscypka z grilla.  Atrakcji było tam na prawdę sporo, i mogę potwierdzić to, że góry jesienią są piękne, to jednak wolę morze. Pewnie to dlatego, że jestem osobą niepełnosprawną i nigdy nie będę lubiła, umiała wspinać się na górskie szczyty (śmiech).

W minionym roku pogorszyło się moje zdrowie. Oczywiście walczę z nogą, która boli mnie jeszcze bardziej. To też częste wizyty po lekarzach i szczerze to wiem, że przygoda z medycyną szybko się nie skończy. Troszkę też pogorszyło się zdrowie mamy, ale to mój blog i nie chcę o tym pisać.

Mało książek w minionym roku przeczytałam, nie wiem coś nie ciągną mnie książki. Niby chcę czytać, a potem ciągnie się ciągnie ta książka i nie mogę skończyć. Polubiłam za to kolorowanki antystresowe. Ale o tym myślę napisać nową notkę.

Ufff ale się rozpisałam. Jeśli dotarliście do końca , to się cieszę :-))))



niedziela, 31 grudnia 2017

Sylwestrowo

Kochani moi kończy się 2017 rok. Nie piszę podsumowań, bo był to rok normalny, zwykłe bez żadnych fajerwerków 365 dni. Najważniejsze jest to, że moi rodzice są zdrowi a ja jeżdżę na warsztaty. Może ktoś tego nie zrozumie, ale dla mnie jest to bardzo ważne. Byłam też na kilku fajnych wyjazdach - odwiedziłam i góry i moje ukochane morze. Był to zwykły, spokojny i dobry rok. Niestety w 2017 odprowadziłam na miejsce spoczynku kochanego wujka oraz drogą mi koleżankę,  trochę też posypało mi się zdrowie. Jednak nie mogę narzekać i życzę sobie i Wam, aby ten nadchodzący Nowy Rok był dla mnie i dla Was co najmniej taki jak ten 2017. 

Kochani życzę Wam udanego wieczoru sylwestrowego,
a w Nowym Roku no cóż -
dużo zdrowia, szczęścia, pomyślności,
mało zmartwień moc radości.
Abyśmy znów za kolejne 365 dni byli mili i weseli
i na kolejnym Sylwestrowym balu
się dobrze bawili!!

czwartek, 28 grudnia 2017

Po świąteczny czas

Moi mili!!
Witam Was bardzo serdecznie i niezmiernie gorąco dziękuję Wam za to, że jesteście, za życzenia świąteczne. Wiecie niczego w tej chwili tak nie pragnę jak tego, aby wreszcie się dowiedzieć co jest z tą moją nogą, bo boli co raz więcej. Staram się nie narzekać, bo przecież są i gorsze cierpienia, a Pan Jezus tak bardzo cierpiał na krzyżu i nie narzekał, więc i mnie nie wypada. Tyle, że chciałabym wiedzieć, znać diagnozę i leczyć to coś.

Tak, mamy ostatnie dni roku 2017. Dopiero co cieszyłam się na myśl o Wigilii, pysznych potrawach, magicznym nastroju...a tu już po. Święta były udane, spędzone w rodzinnym nastroju, oczywiście trochę nieporozumień też być musiało, ale ja się śmieję, że tak to już jest, kiedy wszyscy są w domu, kiedy brak zajęcia.  Niestety nie spotkałam się z moją kuzynką, nie wiem kto zawinił, czy ciocia, ja, mama czy ona, ale nie udało się spędzić tych kilku chwil razem. Nie chcę dociekać, obwiniać, ale przykro, bo tak rzadko się widzimy.

Czy Wy też tak bardzo lubicie wigilijne potrawy? Bo ja bardzo makiełki, kapustę z fasolą czy kompot z suszu. Nie wspomnę o karpiku w panierce smażonym na masełku. Oj bardzo lubię i zajadam sobie to zawsze nie licząc kalorii. Choć, przyznam szczerze, że potem z duszą na ramieniu czekam na efekty bo przecież jestem po operacji woreczka żółciowego. Ale na szczęście mogę jeść wszystko, owszem czasem mam problemy jelitowe, ale...nie mogę narzekać, bo znam ludzi, co po tym zabiegu przez całe życie muszą mieć dietę.

Cieszę się też, że byłam na Pasterce. Jak już pewnie wspominałam kiedyś, uwielbiam tą mszę świętą, ten klimat...jest moc! Szczerze, to nie liczyłam, że uda mi się pójść, bo mama była zmęczona, a pogoda też nie bardzo. No ale siedzimy sobie i siedzimy i tak się pytam, idziemy do kościoła, a mama na to - no penie. No to, ja byłam cała heppi!!

Przed nami Nowy Rok, nie lubię robić postanowień czy podsumowań, jednak może, choć nie obiecuję się zbiorę i napiszę kilka słów. Póki co życzę Wam trwania nadal w tym świątecznym nastroju!.

niedziela, 24 grudnia 2017

Życzenia

Kochani Moi!
Życzę Wam zdrowych radosnych Świąt Bożego Narodzenia
aby Boża Dziecina przyniosła Wam pokój i dobro,
aby te święta były udane, zdrowe i spokojne.
Niech Wam płynie kolęda, 
A o troskach i smutkach nikt niech nie pamięta!

Znalezione obrazy dla zapytania boże narodzenie

piątek, 22 grudnia 2017

Nadchodzą święta!

Kochani moi!!
Witam Was bardzo serdecznie w przedświąteczny piątek, jak sobie pomyślę, że za tydzień będzie już po świętach, tych najpiękniejszych i najbardziej wyczekiwanych dniach w roku, to mi się łzy w oczach kręcą...no taka jestem sentymentalna. Jednak póki co to, cieszmy się tym, co nadchodzi. Zaś ja bardzo dziękuję za ponowne, bardzo miłe przywitanie!!

Jestem ciekawa jak u Was z przygotowaniami do świąt? U mnie wszystko pod kontrolą. Właściwie atmosfera świąt trwa już od środy, bo to wtedy mieliśmy wigilię, tym razem wigilia uczestników i pracowników warsztatów odbyła się w dosyć luksusowej restauracji. Oczywiście najpierw my występowaliśmy, ja tradycyjnie śpiewałam (kocham) potem przemówienia, opłatek, życzenia i jedzonko. Był też Mikołaj ze skromnymi tym razem podarkami. Fakt, liczy się gest, ale w ogóle te wigilie nasze nie są takie jak kiedyś, uroczyste...dni gdzie czuło się, że dzieje się!! A teraz, to wszystko tak skromnie i szybko, byle odbębnić i iść,  Kiedyś czuło się, że wszyscy jesteśmy warsztatową rodziną. No , ale to były inne czasy.

W domku już posprzątane, choinka ubrana, dekoracje porobione, a dziś z mamą piekłam piernika (oj obawiam się, że do poniedziałku to nic z niego nie pozostanie). A jutro czas na dalsze poczynania kulinarne. Oj jak ja lubię ten czas, kiedy coś się pichci, a z radio płyną kolędy. No, na jutro pozostało mi popakowanie prezentów, muszę najpierw ogarnąć gdzie co i dla kogo mam :-). 

W tym roku tak mi trochę dziwnie i przykro, no ale sama sobie winna troszkę jestem, bo bardzo mało przyszło do mnie kartek pocztowych świątecznych. Fakt, ja sama ich nie wysyłałam, gdyż interes ten ostatnio jest bardzo drogi 2,60 zł znaczek, plus kartka z 3 zł, bo ja byle czego nie kupuję i co...około 5 zł kartka a musiała bym ich na dobrą sprawę z 20 wysłać...za drogi interes. Przykro mi, że znaczki i przesyłki tak bardzo zdrożały.

Skoro o przesyłkach mowa to w tym roku sama zrobiłam sobie prezent - po raz pierwszy kupiłam sobie sama w necie firanki i kosmetyki w Rossmanie on line. Jestem dumna z siebie!!

To tyle co u mnie życzę Wam miłych przygotowań - papa :-)

Małe serduszko, a tyle radości!!

Siema! Witajcie drodzy moi w kolejną już styczniową niedzielę! Ta dzisiejsza jest szczególna, bo właśnie dziś, po raz 26 na ulicach nasze...